Lubimy chodzić do teatru.Rozmawiamy o tym, co widzieliśmy.Pisze J. - T. czasem coś dodaje...
Kategorie: Wszystkie | Film | Inne | Kabaret | Krótko | Książki | Teatr | Z Archiwum J. | Zaproszenia
RSS
sobota, 29 października 2011
Kabaret na Koniec Świata - Scena Przodownik

Obejrzeliśmy dwa wieczory "Kabaretu na koniec świata". Oba rzec można smakowite, choć oczywiście Tunia, nasz rodzinny ekspert kabaretowy, znalazła kilka niedopieczonych kawałeczków. W ulotce którą otrzymaliśmy przed pierwszym wieczorem, przeczytaliśmy, że to wspólne przedsięwzięcie aktorów, reżyserów i autorów, miks bardzo dobry. Zarówno za pierwszym razem jak i w trakcie drugiego, czas minął błyskawicznie i nie było to jedynie zasługą szklaneczki wina, serwowanej przez artystów.

Poziom poszczególnych monologów, skeczy czy piosenek był różny, szczęśliwie nigdy nie zbliżył się do wzorców telewizyjnych, a więc my widzowie nie byliśmy stadem baranów, którym największą radość sprawia bycie obrażanym.

Każdy z wieczorów prowadził inny mistrz ceremonii - za pierwszym razem był to nieco zagubiony Konduktor Robert Majewski, za drugim Król Dopalaczy Marcin Sitek.

Wieczory miały swoją dramaturgię, dopasowaną konferansjerkę, odpowiednią dozę nawiązań do aktualnych wydarzeń.

Zdaje się, że Laboratorium Dramatu, względnie Scena Przodownik całkiem udatnie nawiązało do przedwojennej tradycji kabaretu literackiego.

Nie chcemy tu napisać laurki, bowiem i aktorzy i autorzy potrzebują jeszcze poważnie podszlifować swój kabaretowy warsztat, ale krok w dobrą, a nawet bardzo dobrą stronę został zrobiony. I jeśli tylko nadal będą chcieli się w to „bawić”, może za czas jakiś przejdą do legendy jak "Siedem Kotów", "Qui pro Quo" czy chociażby "Dudek".

Trzymamy kciuki.

17:52, chodzimydoteatru , Kabaret
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 grudnia 2009
Bobek Niemowa czyli czeski Tarzan - Piwnica pod Harendą

To nasze drugie spotkanie z kabaretem "Dasza von Yock".
Tym razem mieliśmy doczynienia z literalnym spektaklem teatralnym, pełnym doskonałych
pomysłów, których nie powstydziłby się zawodowy teatr – jak choćby mikro-scenki, rodzaj blackoutów czy fleszy, które jak fotografie (żywe obrazy – znane z twórczości Járy Cimrmana).
Streszczenia nie zamieścimy - "z oryginału pozostało tylko 5%". Dwie lub trzy refleksje – z radością.
Po pierwsze zazdroszczę Czechom umiejętności zabawy z fikcją. Ów Cimrman – geniusz i największy czeski wynalazca, muzyk, architekt, ginekolog-samouk itd. to postać, którą kilkadziesiąt lat temu (1967) wymyślili Jiří Šebánek i Zdeněk Svěrák (aktor, ojciec słynnego czeskiego reżysera), i jak tak dalej pójdzie stanie się symbolem Czech bardziej rozpoznawalnym niż Szwejk.
Po drugie, trzecie i czwarte prosiłbym nasze supergwiazdy kabaretowe o wiarę w inteligencję odbiorcy. Nadużywaniem i obrażaniem tejże, mam nadzieję, dłużej nie pociągną.

A "Bobka" polecamy gorąco – o ile uda się go gdzieś "namierzyć".

22:46, chodzimydoteatru , Kabaret
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 czerwca 2009
DOŚĆ... - Teatr Capitol

Za nami kolejny wieczór z kabaretem. Tym razem to najwyższa półka czyli drużyna Rafała Kmity.
Muszę przyznać ze wstydem, że zespół i jego repertuar znam tylko z dalekiego słyszenia, a są to produkcje parateatralne, z rewelacyjnym "Wszyscyśmy z jednego szynela" - opowieścią opartą na gogolowskich i czechowowskich motywach. T. twierdzi, że muszę to zobaczyć – przed nami więc wyprawa do Krakowa...
Dzisiaj zostaliśmy zaskoczeni, ja zdecydowanie mniej, ale moja przewodniczka po meandrach kabaretowych bardziej, bo oto byliśmy świadkami powrotu Kmity do klasycznego kabaretu. Były skecze i piosenki (podobno w części już kiedyś prezentowane), co zgodne było z zapisem na afiszu, że to program kabaretopodobny.

Pora najwyższa do meritum przejść – mój szacunek dla autora wzbudził jego dobry smak i inteligencja. Motywem przewodnim były spotkania dwóch nieudaczników przed telewizorem (TV or not TV), które wyszydzały wszystko i wszystkich – łącznie z kabaretem. Trochę mi zgrzytnął skecz z zakładu pogrzebowego – rozumiem, to kpina z nowobogackich pomysłów, ale ... (T. mówi, że Kmita często sięga po czarny humor). Świetny był natomiast teleturniej z "Radia Maryja" czy przezabawna kpina o GPS-ie.
Kapitalnie zabrzmiała nostalgiczna piosenka o małym kinie (na melodię Szpilmana) otulona w pantomimiczny obrazek o multipleksie.

Spektakl noszący tytuł "Dość" ma być pierwszą częścią tryptyku. Kolejne dwie w kolejnych latach. Będziemy oglądać.

RAFAŁ KMITA - DOŚĆ (dobry wyrób kabaretopodobny)
reżyseria: Rafał Kmita
premiera: 27 kwietnia 2009r.

23:24, chodzimydoteatru , Kabaret
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 kwietnia 2009
Czesuaf i Dasza von Yock - Piwnica pod Harendą

J: Teraz mogę się przyznać. Do Piwnicy pod Harendą poszedłem dlatego, że prosiłaś.
Za współczesnym kabaretem nie przepadam, choć znam go tylko z przekazu telewizyjnego - a tam "szkoła tańca pana Dańca".
Nie śmieszy mnie prymitywne obrażanie, ogrywanie granej niepełnosprawności, wulgaryzmy i brak podstawowych umiejętnmości warsztatowych.
Wieczoru w Harendzie jednak nie żałuję, choć zdania na temat "młodego" kabaretu radykalnie nie zmieniam.
T: Wystąpiły dwa kabarety, będące laureatami 25. Przeglądu Kabaretów PAKa w Krakowie. Chciałam Ci pokazać ten, który mnie zachwycił - kabaret Dasza von Yock.
J: Najpierw jednak zaprezentował się poznański Czesuaf. Nie bolało. Może tylko lekarski skecz na bis panowie mogli sobie darować.
Świetny był ten, o plenerowym posiedzeniu rządu i o genezie "Mazurka Dąbrowskiego". Tu jednak autorzy popełnili poważny błąd rzeczowy, wplatając w sytuację z końca XVIII wieku sto lat późniejszy wóz Drzymały, co (moim zdaniem) Poznaniakom nie uchodzi.
T: Nic Ci nie umknie... Ja wyróżniłabym jeszcze parodię zespołu Police - De PoNic. Potem była przerwa, a po przerwie...
J: Genialny Dasza von Yock. Kabaret z Czeskiego Cieszyna, nawiązujący do najczystszej formy kabaretu literackiego. Inteligentne gry słów, świetne aktorstwo, duża doza abstrakcji i absurdu, bez popadania w przesadę.
T: Do tego czeski humor: spektakl kabaretu Dasza von Yock to seminarium naukowe poświęcone (niestniejącemu) czeskiemu geniuszowi Jarze da Cimmermanowi. Tak do końca nie wiadomo jednak czy Jara da Cimmerman nie istnieje, zostawił bowiem po sobie poważną spuściznę, o której wiele dowiadujemy się z programu Daszy Von Yock. Wszystko razem - nieziemsko śmieszne. Taki kabaret uwielbiam.
J: Ja też. Dlatego wieczoru w Harendzie nie żałuję ani trochę. A może nawet dam Ci się jeszcze na coś namówić...

11:12, chodzimydoteatru , Kabaret
Link Dodaj komentarz »