Lubimy chodzić do teatru.Rozmawiamy o tym, co widzieliśmy.Pisze J. - T. czasem coś dodaje...
Kategorie: Wszystkie | Film | Inne | Kabaret | Krótko | Książki | Teatr | Z Archiwum J. | Zaproszenia
RSS
wtorek, 08 lipca 2014
Miss HIV - Och-Teatr/Le Madame (2005)

"Miss HIV" - spektakl grany w dalszym ciągu, co prawda w innym miejscu (Och-Teatr), ale postanowiliśmy napisać o nim kilka słów, a ściślej mówiąc, zacytować to, co zanotowaliśmy 8 lat temu:

Klub "Le Madame" to takie miejsce w Warszawie, gdzie wiele się dzieje, między innymi grany jest spektakl "Miss HIV". Pierwszą reakcją po otrzymaniu zaproszenia było zdziwienie połączone nawet z oburzeniem – wymyślić coś takiego? to jakaś wierutna bzdura. Okazało się jednak, że Macieja Kowalewskiego zainspirowały prawdziwe wydarzenia – takie wybory rzeczywiście odbywają się gdzieś w sercu czarnego lądu, i że dzięki „żerowaniu” na ludzkim nieszczęściu, można o hiv opowiedzieć normalnie, bez nadętej dydaktyki, chwilami żartując, choć też balansując na granicy dobrego smaku. Kowalewski, pisząc o chorobie, której się boimy i której istnienie wypieramy ze świadomości, pisze też o okrucieństwie show-biznesu, dla którego każda forma zarobku jest dobra, o zakłamaniu i systemu i ludzi, dla kariery gotowych na wszystko.

Finału wyborów miss nie zdradzimy, tak jak nie możemy zdradzić finału spektaklu, możemy tylko napisać, że zrobił na nas wrażenie i nieco wprowadzić w akcję: wszystko zaczyna się tuż przed finałową rozgrywką, mamy cztery uczestniczki i prowadzącego wybory mężczyznę, dla dobra spektaklu przebranego za kobietę. Tomasz Tyndyk w roli owej drag-queen jest znakomity, autentyczny, choć momentami ma tendencje do zbędnych szarż. Do tytułu Miss HIV aspirują Ewa Szykulska, reprezentująca katolicką część społeczeństwa, zdrowa, robi to dla siostry – świetna, Iza Kuna zarażona przez męża geja – fenomenalna w scenie, w której się do niego zwraca, Maria Seweryn dla kariery gotowa duszę diabłu sprzedać, wciąga w swój świat oraz Patrycja Szczepanowska – bezradna tylko na pozór. Cztery różne osoby, cztery różne historie, cztery różne sposoby pokazania swoich bohaterek, cztery świetne aktorki.

Ciekawe, czy po ośmiu latach „Miss HIV” nadal robi takie wrażenie...

MISS HIV - MACIEJ KOWALEWSKI
reżyseria: Maciej Kowalewski
premiera: 26 lutego 2005r.

18:07, chodzimydoteatru , Z Archiwum J.
Link Komentarze (1) »
czwartek, 26 czerwca 2014
Mistrz i Małgorzata - Teatr Dramatyczny (Scena Przodownik)

Dla niektórych to może oczywiste, że Teatr Malabar Hotel istnieje, gra, zdobywa nagrody, produkuje kolejne spektakle. Dla nas, do chwili, kiedy obejrzeliśmy "Mistrza i Małgorzatę", oczywiste to wcale nie było. Teatr (dla tych, co jeszcze nie wiedzą) powstał we wrześniu 2009 roku, a jego pra początkiem była niezależna grupa teatralna Kompania Doomsday. Jeśli dodamy jeszcze, że aktorami tego teatru są lalkarze – wszystko stanie się "prawie" jasne.
Malabar Hotel zasłynął bowiem niebanalnym łączeniem teatru żywego planu z animacją lalkową, choć akurat w "Mistrzu i Małgorzacie" tej drugiej było stosunkowo niewiele.

Na uwagę zasługuje natomiast doskonała adaptacja tej nadzwyczajnej i monumentalnej powieści Bułhakowa. Adaptacja Malabaru zasygnalizowała chyba wszystkie powieściowe wątki, ale właśnie zasygnalizowała. Wielu z nich nie dokończyła, nie dograła, a mimo to spektakl był niezwykle spójny, zaś my z zapartym tchem śledziliśmy kolejne znane przecież sceny. Aktorzy w tekst Bułhakowa wpletli też (co, napisane wydaje się nierealne, a jednak) kilka scen improwizowanych – zwłaszcza ta w teatrze, podczas pokazu czarnej magii była doskonała. Przestrzeń sceny przy Olesińskiej wykorzystali maksymalnie, do niezbędnego minimum ograniczając scenografię (Ewa Woźniak). Kartonowe pudło jako cela w psychiatryku, kartonowe maski (na nich – i to się nam nieco z interpretacji wymyka – twarze celebrytów i polityków), zdezelowane krzesło i takiż stół. Było kilka lalek i maska – będąca najpierw postacią, a potem zaginioną głową Berlioza.

Siódemka aktorów gra wszystkie postaci dramatu, bardzo wyraziście określając każdego granego w danym momencie bohatera. Od aktorów spektakl wymaga ogromnego wysiłku, ale i widzowie muszą się przygotować na trwające przeszło trzy godziny widowisko. I gdybyśmy bardzo chcieli się czepiać – kilku cięć, bez utraty napięcia i sensu całości, można by dokonać. Wyróżnić, a więc wymienić chcemy wszystkich aktorów: Marcin Bikowski (znakomity w roli Berlioza i Wolanda! a także Ha-Nocri), Marcin Bartnikowski (Bezdomny!), Łukasz Lewandowski (Asasello!), Łukasz Wójcik (Korowiow, Warionucha), Agnieszka Makowska (Behemot!), Kornelia Trawkowska (Małgorzata, urzędniczka!) oraz Anna Stela (Hella, Annuszka). 

Warto jeszcze dodać, że ten "Mistrz i Małgorzata" to wspólne dzieło, koprodukcja Teatru Malabar Hotel i Teatru Dramatycznego m. st. Warszawy. Bardzo liczymy na to, że nie ostatnie, i że kolejne będą równie udane.


MISTRZ I MAŁGORZATA – MICHAIŁ BUŁHAKOW
reżyseria: Magdalena Miklasz
dramaturgia: Marcin Bartnikowski
premiera: 17 stycznia 2014r.

12:58, chodzimydoteatru , Teatr
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 maja 2014
W imię Jakuba S. - Teatr Dramatyczny

Możemy napisać – nareszcie. Obejrzeliśmy spektakl Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego "W imię Jakuba S." i przyznajemy się do miłego zaskoczenia. Oto para buntowników i obrazoburców pokazała spektakl, może nie klasyczny, ale przemyślany, bardzo konsekwentnie poprowadzony i nie wydumany. Co prawda porównanie pańszczyzny z ”niewolnictwem kredytowym” – stąd Willy Loman (Śmierć komiwojażera) – delikatnie mówiąc naciągnięte i łatwe do obalenia. Za to diaboliczny pomysł z przeniesieniem Jakuba Szeli w XXI wiek i jego propozycją (taką samą, jaką dostał w 1846 od Austriaków) – „masz 24 godziny, by zmienić świat” uznaliśmy za bardzo interesujący. Co zrobimy z takim prezentem? Niewiele, prócz prozaicznego "nachapiemy się", choć wyobraziliśmy sobie odpowiedzi jakich udzieliłyby kandydatki na miss czegokolwiek...

Oboje z Tunią bardzo cenimy twórców, którzy nie udają, że teatr to nie teatr i potrafią zakpić z samych siebie ("na antysystemowości można całkiem nieźle zarobić"). Spektakl Strzępki i Demirskiego nie irytuje (czego się obawialiśmy po licznych doświadczeniach z młodymi gniewnymi), a wciąga i intryguje, w czym bardzo pomagają aktorzy. Wszyscy, bez wyjątku. Krzysztof Dracz (Jakub S.) drugi raz, po roli w "Alinie na zachód", bardzo mnie przekonał (monolog w akcie drugim, aż zabolał), bardzo stanowcza, z cudownym zaśpiewem w głosie Alona Szostak (Pani), charakterystyczna Klara Bielawka (Młoda, pamiętamy ją z "Fal" Wolf w Studiu Teatralnym "Koło") oraz Anna Kłos-Kleszczewska – znerwicowana, świetnie oddająca, nazwaliśmy to tak technicznie, frazę a’la Masłowska. Do tego Sławomir Grzymkowski, Dobromir Dymecki (świetna etiuda z niezapowiedzianym wigilijnym gościem) i Paweł Tomaszewski.

Osobne słowa uznania należą się scenografowi (Michał Korchowiec), który odpowiadał też za kostiumy – widły wbite w plecy Pani, przedstawicielki banku w Centrum Udzielania Kredytów – były po prostu genialne. O świetnej grze światłem i dźwiękiem wspominać nawet nie wypada, bo wydaje się oczywista.

Ten spektakl to bardzo dobrze ułożone obrazy i doskonałe pointy słowne.


W IMIĘ JAKUBA S. - PAWEŁ DEMIRSKI
reżyseria: Monika Strzępka
premiera: 18 grudnia 2011r.


20:55, chodzimydoteatru , Teatr
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 kwietnia 2014
Tajemniczy klient - Studio Teatralne "Koło"

Igor Gorzkowski świetnie czuje się i sprawdza w "środowisku" Studia Teatralnego "Koło", czego dowodem są obejrzane przez nas spektakle – z uwzględnieniem najnowszego.
W zasadzie dotąd ani razu nie wyszliśmy "z Gorzkowskiego" zawiedzeni. Świetna "Taksówka", znakomity "Hydraulik", i jeszcze "Spacerowicz", "Starucha", "Dolina Muminków w listopadzie"... 

"Tajemniczy klient" to kolejny w pełni autorski spektakl scenarzysty i reżysera w jednej osobie. Główny bohater "Wesoły" (autor wrócił do niego po przeszło 10 latach) – w tej roli Sławomir Pacek – to na pozór zwyczajny facet. Ale z misją. Wciela się w różne postaci, by na naszym brutalnym, kapitalistycznym rynku tropić niedoskonałą obsługę klienta. I kiedy wydaje się, że już wszystko wiemy, że na naszych oczach będą się rozgrywać kolejne zabawne, lekko absurdalnie zabarwione scenki, następuje tak zwany zwrot akcji. A potem kolejny. I jeszcze jeden. I nic nie jest takie, jakim wydawało się na początku. Gorzkowski miał pomysł i używając prostych teatralnych środków, przeprowadził go od początku do końca.
Sławomirowi Packowi partnerują Joanna Osyda w roli Baśki oraz Anna Gajewska, Wiktor Korzeniewski i Bartosz Mazur – we wszystkich pozostałych rolach. Znakomicie rysowanych, raz cieńszą, raz grubszą kreską. Tak, jak potrzeba w danym momencie.

Gdybyśmy naprawdę chcieli się czepiać – to może zaproponowalibyśmy autorowi kilka drobnych cięć, które akcji by nie zubożyły, mogły zaś lekko podkręcić tempo. Nie zgodni jesteśmy tylko co do tego, gdzie owe cięcia powinny nastąpić. Zdaniem Tuni – w pierwszej części spektaklu, zdaniem moim – raczej w drugiej. 

Gorąco ten spektakl polecamy. A przy okazji mamy nadzieję, że dostrzeżony zostanie konsekwentnie niezawodny Wiktor Korzeniewski. Spokojnie w niejednym filmie mógłby "zastąpić" opatrzonych do znudzenia Więckiewicza czy Karolaka. Niczego im oczywiście nie ujmując.


TAJEMNICZY KLIENT - IGOR GORZKOWSKI
reżyseria: Igor Gorzkowski
premiera: 26 kwietnia 2014r.

12:24, chodzimydoteatru , Teatr
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 marca 2014
Tama - Teatr Studio (1999)

Z archiwum J.:

Dziś wydarzyło się to, co w teatrze kocham najbardziej – za sprawą spektaklu, który oglądałem, znalazłem się gdzieś w Irlandii, w małym obskurnym pubie i słowo daję, dałbym sobie za to zgolić brodę – czułem zapach nalewanego piwa. Mało brakowało, a sam zamówiłbym kolejkę. 

Agnieszka Lipiec-Wróblewska, reżyser, zaufała autorowi, znalazła właściwych aktorów i to wystarczyło. Bohaterowie Conora McPhersona piją piwo, piją whisky i gadają. Ciągle o tym samym. Wszyscy znają te opowieści, ale to nie ważne, liczy się ta chwila w pubie przy tamie. I wtedy w tym zastygłym, zamkniętym w sobie środowisku, zjawia się ona. Najpierw tylko słucha, potem zaczyna opowiadać – historię prawdziwą i tama pęka. Maja Ostaszewska, Krzysztof Majchrzak, Piotr Bajor, Aleksander Bednarz i Redbad Klynstra nie grają swoich postaci, są prawdziwi do bólu. Bajor, w wyświechtanym zielonkawym sweterku słucha. Bednarz – ten jedyny, któremu się powiodło, najpierw się puszy, ale we właściwym momencie udowodni, że rozumie czym jest przyjaźń. Klynstra jest, bo ten pub to jego miejsce. Majchrzak pod pozorem gburowatości ukrył żal za straconymi szansami i naprawdę najczystszą dobroć. Nie waham się napisać, że to jego wielka rola. Czekał na nią bardzo długo (kiedyś powiedział, że uznaje aktorstwo uczciwe i ta rola taka jest). Wreszcie Ostaszewska, początkowo tylko patrząca i słuchająca, dopiero po wysłuchaniu innych historii dzieli się swoją. W odróżnieniu od partnerów stonowana i skupiona, z niezwykła subtelnością pokazuje swoją Valery. Przekonuje, że losy zmarłych rzutują na prawdę o nas samych. Niby nic specjalnego się nie wydarza, a wśród nas widzów, panowało podobne skupienie, byliśmy w tym pubie z nimi, niemi świadkowie, ze ściśniętym gardłem.

"Tama" to moje pierwsze spotkanie z irlandzkim Czechowem, jak określają McPhersona znawcy. Osobiście nie znoszę takich porównań. Niemniej czekam na inscenizacje pozostałych jego sztuk. Czy będą miały taką moc, jak "Tama"? Oby.



TAMA – CONOR McPHERSON

przekład: Klaudyna Rozhin

reżyseria: Agnieszka Lipiec-Wróblewska

premiera: 24 listopada 1999r.

16:05, chodzimydoteatru , Z Archiwum J.
Link Komentarze (1) »