Lubimy chodzić do teatru.Rozmawiamy o tym, co widzieliśmy.Pisze J. - T. czasem coś dodaje...
Kategorie: Wszystkie | Film | Inne | Kabaret | Krótko | Książki | Teatr | Z Archiwum J. | Zaproszenia
RSS
wtorek, 28 kwietnia 2009
Gardenia - Laboratorium Dramatu
Nasze pierwsze wspólne wyjście do teatru. Pierwsze wspólne przedstawienie.

Cztery kobiety w rozpaczliwym poszukiwaniu szczęścia.
Historia krakowskiej rodziny, opowieść o życiu w zaklętym kręgu uzależnień, przekazywanych z pokolenia na pokolenie i chyba bez szansy na ucieczkę.
W życiu bohaterek, oprócz mężczyzn, jest jeden stały partner - alkohol - to on momentami najbardziej rani, to on momentami udaje lek na całe zło, ale przecież nie on był pierwszy.
Nieszczęściem bohaterek jest też ich wiedza o sobie, która chwilami nie pozwala na wybaczanie.
Kwartet pań występujących na scenie wspaniały: Dorota Landowska, Agnieszka Warchulska, Paulina Kinaszewska, Martyna Peszko.
Perełka aktorska: sekwencja picia w wykonaniu Landowskiej, w czasie kłótni matki z córką, w której ona - jako babcia - nie uczestniczy.
Spieraliśmy się jedynie o to, czy intermezza z meblami były zbyt rozbudowane czy nie.
Wieczór poruszający.

ELŻBIETA CHOWANIEC - GARDENIA
reżyseria: Aldona Figura
premiera: 8 grudnia 2007
20:58, chodzimydoteatru , Teatr
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Wujaszek Wania - Teatr Polski
Ludzie! jak niewiele potrzeba żeby zrobić dobre przedstawienie. Wystarczy uwierzyć autorowi, ot co.

Na scenie Polskiego wybudowano przestronną drewnianą izbę. W niej umieszczono ściany, ich przesunięcie pozwala nam znaleźć się w kolejnym pokoju. Jasne tło horyzontu. Na stole przykrytym białym obrusem samowar. I bohaterowie rozmawiający ze sobą jak gdyby nigdy nic, niedbale, z odrobiną złośliwości, śmieczności.
Reżyser Wieniamin Filsztyński wspaniale poprowadził zespół, udowadniając jak ważny jest każdy gest, spojrzenie, pauza - choć wydaje się to być czymś oczywistym.
Aktorzy Teatru Polskiego, pierwszy raz od dawna, robią „sztukę” - i to dosłownie wszyscy.
Dominik Łoś rewelacyjny jako zagubiony Tielegin, Barbara Dobrzyńska jako  Wojnicka, elegancka i zapatrzona w zięcia. Sieriebriakow w interpretacji Krzysztofa Kumora nadęty do granic wytrzymałości, ale czy spełniony? Wyrywającą się ku wolności, niezdarna, a czasem pełna wdzięku Sonia Katarzyny Stanisławskiej. Jest jeszcze frapująca, w rysunku zataczającej się ze zmęczenia nudą, w nieskazitelnych kostiumach Helena Małgorzaty Lipmann.
No i Oni: Tomasz Borkowski - to ogromne odkrycie - jego Astrow świeci pełną gamą sprzecznych uczuć; arogancki, butny, uwodzicielski i przede wszystkim piekielnie inteligentny, świadomy sytuacji. Tytułowy Wania Mariusza Wojciechowskiego - toż to wielki aktor! Wojciechowski gra wbrew pewnej tradycji, jego wujaszek to nie safanduła a raczej amant, trochę już zdegradowany, ale amant. Wanię - Wojciechowskiego boli przegrane życie, jest w nim wiele tęsknoty. To wielka rola.
Trwa ten "Wujaszek Wania" cztery godziny, i choć płynie niespiesznie, dla nas mógłby kolejne dwie...
I ten cudowny pomysł na zamknięcie spektaklu, nawiązujący gdzieś do „Wiśniowego sadu”, zabicie/zamknięcie sceny-domu deskami.
Przeżycie metafizyczne.
P.S.
Tak sobie uświadomiłem, że z Astrowem i Wojnickim spotkałem się już wielokrotnie, ale pierwszy raz obaj panowie to nie świetlane postaci a mężczyźni po przejściach.
Pan doktor to niezły uwodziciel, określenie, że kolekcjonuje kobiety "dla sportu" jest może pewnym nadużyciem, ale i Wania też nie jest taki nieskończenie dobry.
Nocna rozmowa przy wódeczce wspaniała.

 

ANTONI CZECHOW - WUJASZEK WANIA
przekład: Jarosław Iwaszkiewicz
scenografia: Aleksander Orłow
reżyseria: Wieniamin Filsztyński
premiera: 15 stycznia 2009
14:54, chodzimydoteatru , Teatr
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 kwietnia 2009
Czesuaf i Dasza von Yock - Piwnica pod Harendą

J: Teraz mogę się przyznać. Do Piwnicy pod Harendą poszedłem dlatego, że prosiłaś.
Za współczesnym kabaretem nie przepadam, choć znam go tylko z przekazu telewizyjnego - a tam "szkoła tańca pana Dańca".
Nie śmieszy mnie prymitywne obrażanie, ogrywanie granej niepełnosprawności, wulgaryzmy i brak podstawowych umiejętnmości warsztatowych.
Wieczoru w Harendzie jednak nie żałuję, choć zdania na temat "młodego" kabaretu radykalnie nie zmieniam.
T: Wystąpiły dwa kabarety, będące laureatami 25. Przeglądu Kabaretów PAKa w Krakowie. Chciałam Ci pokazać ten, który mnie zachwycił - kabaret Dasza von Yock.
J: Najpierw jednak zaprezentował się poznański Czesuaf. Nie bolało. Może tylko lekarski skecz na bis panowie mogli sobie darować.
Świetny był ten, o plenerowym posiedzeniu rządu i o genezie "Mazurka Dąbrowskiego". Tu jednak autorzy popełnili poważny błąd rzeczowy, wplatając w sytuację z końca XVIII wieku sto lat późniejszy wóz Drzymały, co (moim zdaniem) Poznaniakom nie uchodzi.
T: Nic Ci nie umknie... Ja wyróżniłabym jeszcze parodię zespołu Police - De PoNic. Potem była przerwa, a po przerwie...
J: Genialny Dasza von Yock. Kabaret z Czeskiego Cieszyna, nawiązujący do najczystszej formy kabaretu literackiego. Inteligentne gry słów, świetne aktorstwo, duża doza abstrakcji i absurdu, bez popadania w przesadę.
T: Do tego czeski humor: spektakl kabaretu Dasza von Yock to seminarium naukowe poświęcone (niestniejącemu) czeskiemu geniuszowi Jarze da Cimmermanowi. Tak do końca nie wiadomo jednak czy Jara da Cimmerman nie istnieje, zostawił bowiem po sobie poważną spuściznę, o której wiele dowiadujemy się z programu Daszy Von Yock. Wszystko razem - nieziemsko śmieszne. Taki kabaret uwielbiam.
J: Ja też. Dlatego wieczoru w Harendzie nie żałuję ani trochę. A może nawet dam Ci się jeszcze na coś namówić...

11:12, chodzimydoteatru , Kabaret
Link Dodaj komentarz »
Taśma - Teatr Konsekwentny

Niewielka salka w "Starej Prochowni" to idealne wręcz miejsce dla takich kameralnych, "stykowych" przedstawień, aktorzy nie mogą sobie pozwolić na "niby granie", czując na swoich plecach oddech widzów (ale mi sportowe porównanie wyszło).

Dzisiaj podglądaliśmy dawnych szkolnych kolegów, teraz trzydziestolatków, których życie ułożyło się całkowicie różnie – Jon został reżyserem filmowym z perspektywami, Vince jest strażakiem dorabiającym do pensji dealerką, traktując życie dość lekko.
Takie spotkania po latach jak zwykle zaczynają się miło – od radości spotkania, od wspomnień, ale z każdą chwilą to początkowe ciepełko stygnie, panowie wspominają miłosną historię z liceum, ta sama dziewczyna, coś się wydarzyło, każdy ma swoją wersję tamtego wieczoru – to tkwi w nich jak zadra. Okazuje się, że Ona tu mieszka, zaproszona trafia do hotelowego pokoiku już po pierwszym starciu. Amy jest prokuratorem. Dochodzi do konfrontacji miedzy całą trójką, toczy się psychologiczna gra, następują przewrotne i zaskakujące zmiany akcji. Brutalna, jak się okaże, prawda o dawnym wydarzeniu, brutalna prawda o złudzeniach, o życiu po... szkole.

Takie historie bardzo dobrze znamy, ale dzięki trójce aktorów "Taśma" trzyma w napięciu do końca. Zagrane to jest naprawdę perfekcyjnie, bez grama fałszu.
Kapitalna prawie pointa. Pewnie dzięki grze aktorów i owej bliskości "dziania się", na wyciągnięcie ręki. Jakbyśmy byli w tym pokoju – zrobiło to na nas wrażenie.
Popisowa wręcz magnetyczna rola Magdaleny Popławskiej, która "dobiera się" do każdej emocji swojej postaci. Udowadnia jak niewiele dzieli kobiecą kruchość od niezwykłej twardości. Adam Sajnuk świetnie pokazał i brutalność i słabość Vince’a, początkowo skrywaną zazdrość dla udanego życia kolegi i taką prymitywną uczciwość.
Z tej dwójki trudno spuścić oko.
Krzysztof Prałat grający Jona, nieco śliskawą kreaturkę, godnie im partneruje, choć jest w tym towarzystwie  troszkę słabszy.

Reżyser Siegoczyński konsekwentnie opowiada swoje obsesje.
Musimy zobaczyć "HollyDay".


STEPHEN BELBER - TAŚMA
reżyseria: Michał Siegoczyński
premiera: 22 maja 2005r.

10:10, chodzimydoteatru , Teatr
Link Dodaj komentarz »
Dzień Walentego - Teatr Powszechny

Kapitalny pod każdym względem spektakl.
Nawet (dość zabawna) awaria techniczna (Sławomir Pacek zawisł nad ziemią) nie rozbiła spójności opowieści (cóż za banał) o miłości.
Człowiek cierpi z miłości i przez miłość, cierpi bez niej i cierpi, gdy ma jej w nadmiarze. Według Wyrypajewa: "miłość nie daje szczęścia, ponieważ sami się go pozbawiamy - wolimy cierpieć z powodu nieszczęśliwej, niespełnionej miłości niż kochać bez cierpienia”.
Ten spektakl to koncert na cztery aktorskie kreacje: Elżbieta Kępińska - pełna miłości i wybaczenia, nawet jej bunt kończy się wołaniem o miłość; Joanna Żółkowska - nieszczęśliwa, zakochana, topiąca żal w alkoholu; Paulina Holtz - wspaniała w swej młodości i Sławomir Pacek - beznadziejnie bezradny meżczyzna.
Kilka perełek z tekstu: „nie klnij - nie jesteś w pociągu”, "teraz będę mówić ubiegłowiecznym tekstem".
Panie Holtz i Żółkowska kolejny raz pokazały ogromny talent komediowy, a jak pięknie zamieniały „r” w „ł”.
Rozczulający był "balonik z helem", który zagrał w pierwszej scenie.
Ogromne brawa należą się aktorom i pani reżyser, która jednocześnie znakomicie otuliła spektakl muzyką.
Pani Iwono, dziękujemy oboje!

P.S. od J: Moje poprzednie filmowe (Euforia) i teatralne (Tlen) spotkania z Wyrypajewem pokazywały go jako okrutnego szaleńca opisującego miłość – namiętną, dziką, nieszczęśliwą. Tu przecież też o miłości było, a jakże inaczej.
Porównanie może na wyrost, ale czuję jakbym z Dostojewskiego przeszedł do Czechowa... jeden i drugi wielkim pisarzem był.

IWAN WYRYPAJEW - DZIEŃ WALENTEGO
przekład: Agnieszka Lubomira Piotrowska
reżyseria: Iwona Kempa
premiera: 6 listopada 2005

09:40, chodzimydoteatru , Teatr
Link Dodaj komentarz »
1 ... 51 , 52 , 53 , 54